sobota, 22 września 2012

.___.

Piątku, na który się tak cieszyłam, na który miałam wiele zaplanowane i na którego tak długo czekałam nie ma co opisywać, bo spędziłam go w domu, tonąc w ogromnej i wciąż rosnącej stercie chusteczek do nosa. Jestem naprawdę odporna, co odziedziczyłam po tacie, który ostatni raz antybiotyk miał bodajże w podstawówce. Ha, i najlepsze jest to, że najpierw kichali, kaszleli i smarkali mój brat i mama, a półtorej tygodnia później jednocześnie wirusa złapaliśmy ja i mój ojciec. No po prostu super ;___;
Dodatkowo mam zepsuty komputer i laptop (tak, pech -.-) i moja rozrywka w domu sprowadza się do oglądania durnych seriali w telewizji.
Wstałam coś koło 10-tej, obudzona przez mojego kota. Zaraz poleciałam do łazienki się zważyć, bo wieczorem nie zdążyłam. Nie wiem czy wspominałam, ale postanowiłam się odchudzać. Mierząc 170 cm ważę 55 kg, i mimo że ponoć wyglądam na znacznie mniej, mi to nie pasuje. Mam idiotyczną figurę - idealnie płaski brzuch, który choćbym nie wiem ile jadła, to się nie powiększy (xD), drobne ramiona i ogółem to jest super. Ale od pasa w dół czar pryska. Gdy przytyję, to nie grubnę nigdzie indziej, tylko w biodrach TT.TT nie śmiać się. Nóg też nie mam jakoś szczególnie grubych, ale mogłyby być szczuplejsze, no i do tego dążę. Tylko że haczyk jest taki, że gdy osiągnę idealny efekt w nogach, to znów będę wyglądać jak kościotrup od pasa w górę...
Tak, to skomplikowane. Dobra, jedziemy dalej.
Wczesnym popołudniem pojechałyśmy z mamą do cioci, bo Gabryś tam spał i mama chciała sprawdzić cos na poczcie. Jak skoczyła, to przeszłyśmy targ w zdłuż i wszerz w poszukiwaniu butów przejściowych for me, ale żadne mi się nie podobały .__. no to w końcu mama się wkurzyła i poszłyśmy do mBucika, gdzie upatrzyłam sobie megazajebistecudowneiniewiemcojeszcze buty *.* Były trochę w stylu traperów, ale dużo delikatniejsze, elegantsze i sięgające trochę za kostkę. Ale mamie się nie podobały, a ściślej mówiąc - nie podobała jej się cena, bo kosztowały 199 zł. Normalnie by mi je kupiła, ale powiedziała, że to za drogo jak na buty w których pochodzę raptem dwa miesiące Q__Q" Więc pojechałyśmy do domu, wcześniej wstąpiwszy po Gabrysia. Ale on nie chciał jechać, wolał bawić się z kuzynem. No więc pojechłyśmy bez niego, bo tata miał tam później przejeżdżać i go wziąć.
W domu nie byłam nawet na mamę obrażona, ale ona stwierdziła że tak, i że ma dość moich humorów @.@" Zadzwoniła więc do taty, i już myślałam, że mam się bać, ale ona powiedziała mu że, cytuję: "Jak pojedziesz po Gabrysia, to wejdź z Julią do sklepu po buty, dobra?". Moja mina musiała być nieziemska, bo mama zaczęła się śmiać.
No i wróciłam właśnie ze sklepu z tatą, siedzę u cioci i czekam na niego, bo pojechał jeszcze gdzieś po materiały na budowę. W wolnej chwili wstawię zdjęcie moich bjutiful butów, bo obecnie nie mam kabla do telefonu, ani aparatu przy sobie... ^^"

Scarlette.

środa, 19 września 2012

Byle do piątku.




Czeeeść c:
Dzisiaj w szkole było naprawdę ok, bo matematyczka zachorowała i mieliśmy dodatkową godzinę z wychowawcą, czyli dwa WF-y, a ja nie ćwiczyłam. Ha. Mam nadzieję że jutro też jej nie będzie, bo od kiedy przyszła z urlopu to strasznie drażliwa jest, w cholerę dużo zadaje i jest bardzo... sztywna. 
Pierwszą lekcją była religia z moim ukochanym i ulubionym Księdzem, który zwraca się do mnie per. "Wyrocznia". Ogółem ma do mnie jakieś dziwne podejście, ostatnio jak sprawdzał zeszyty to stwierdził, że "Mistrzynią ciętej riposty to może i jestem, ale gorzej z pismem". WTF? Ja tylko raz powiedziałam, że też bym chciała, żeby płacono mi za gadanie, jak jemu... No, i parę razy wcięłam mu się w lekcje podważając jego zdanie, ale to chyba dobrze że słucham i się uczę, prawda? ^^ 
Druga lekcja, polski. Jeszcze nigdy nie było tak, żebym na tej lekcji czegoś nie umiała, także ok. Głównie kłóciłam się z Wojtkiem. Nasz dialog z nauczycielem:
- Ile miałaś punktów na sprawdzianie? 
- 27, a co? 
- A nic, chciałem mieć pewność, że jestem od ciebie mądrzejszy.
- Weź spadaj -,- 
- Julia, zamilcz. - nauczycielka przeszła w tzw. pokerfejs, czyli stan, kiedy żadne żarty albo głupie pytania nie są w stanie rozładować atmosfery. 
- A ty ile miałeś, geniuszu? 
- Więcej od ciebie.
- No po ludzku się pytam, to po ludzku mi odpowiedz =.="
- Miałem. Więcej. Od. Ciebie.
- Wiesz co? Wkurzasz mnie
Powiedziałam to na tyle głośno, że nauczycielka usłyszała i stwierdziła, że to do niej, więc przez tego idiotę dostałam -5 punktów z zachowania. No po prostu super. 
Następnie była matematyka której nie było, więc mieliśmy WF, a później drugi, ten zgodnie z planem. Mieliśmy z 5B, więc się cieszyłam, dopóki nie zobaczyłam, ile osób z ich klasy nie ćwiczy. Jakieś 3/4, więc siedziałam na ławce z nimi wszystkimi. Gadałam z moją rok młodszą imienniczką, Julią, i zostałyśmy jakieś cztery razy uciszone przez WF-istę. Nie chce mi się streszczać naszej rozmowy, ale w wielkim skrócie ona nagadała coś wszystkim o mnie i o Oliverze (chłopak z ich klasy), a ja próbowałam od wszystkich wyciągnąć, o co chodzi. Koniec końców i tak się nie dowiedziałam, i do teraz nie wiem. 
Później był angielski, i znów kłóciłam się z Panem Wojciechem. Tym razem o to, kto wywiera większe wpływy na nauczycielach, bo przypisał sobie moją zasługę zmuszenia nauczyciela do przeniesienia kartkówki na za tydzień. Może to błahostka, ale on mnie denerwuje i już. Nie obchodzi mnie, że zachowuje się jak dziecko. Po prostu mam swoje zdanie, a on nie będzie ze mnie robił idiotki. 
Po przyrodzie szliśmy do domu. Tej lekcji nie chce mi się opisywać bo nie ma poco, mamy nową nauczycielkę, która chodzi w kieckach ledwo zakrywających tyłek i 30-centymetrowych obcasach. Według dziewczyn z mojej klasy wygląda super, ale dla mnie, zwolenniczki dżinsowych rurek i kolorowych trampek, to jest jakaś masakra. 
Jechałam autobusem z Pauliną, Emilią, Justyną i Zublem, tj. Szymonem z równoległej klasy, który wyrósł nie wiadomo skąd. 
Gdy wróciłam do domu miałam mokre włosy, przemoczone buty i w ogóle, cała ociekałam wodą, chociaż przystanek mam jakieś dwadzieścia metrów od domu. Rano było ciepło, a po południu lało jak z cebra .___.
Później nie działo się nic ciekawego. Zjadłam obiad, pouczyłam się na piątek, i... O, właśnie. Ostatnio doszłam do wniosku, że nie mam żadnych eleganckich ciuchów, sukienek, marynarek. Tj. coś tam mam, ale mi się nie podobają, a w gimnazjum chcę dobrze wypaść, łuhuhu. 
Jak dostanę kieszonkowe za wrzesień, to zamiaruję kupić tę sukienkę. Co z tego, że z Japan Style? Wbrew pozorom ciuchy z JP są zwykle dobrej jakości, i... Okropnie mi się podobają <3

http://global.images9.fotosik.pl/3132/0d7f201d3875dec7.jpg

Tak sobie ostatnio uświadomiłam, że moja szafa to same rurki i tuniki. Trzeba by się wybrać na zakupy... Ktoś chętny? :D

Scarlette.


Cześć :3

No to jedziemy z tym koksem. 
Nazywam się Julia, liczę sobie dwanaście lat. Mało? No cóż, dla większości pewnie tak. Hym, ten blog będzie czymś w stylu mojego dziennika, w którym będę zapisywać swoje codzienne przeżycia. Kiedyś prowadziłam zwykłe, papierowe pamiętniki, ale zwykle o nich zapominałam, albo plułam sobie w brodę, że nie potrafię się rozczytać z własnego pisma =.=" Stwierdziłam, że pewnie oprócz mnie będzie wchodziło tu niewiele osób, więc co mam do stracenia? 
Swoje zdjęcia będę dodawać rzadko, bo jestem brzydka i nie chcę, żeby komuś monitor pękł ;c Nie mam żadnych normalnych, ładnych zdjęć, bo jestem strasznie niefotogeniczna i wyglądam tysiąc razy gorzej niż w rzeczywistości. W sumie, to jedno mogę dodać raz na ruski rok...

  

Ostrzegałam. Na tym pierwszym wyszłam jakoś podejrzanie, drugie jest bardziej zbliżone do mojego rzeczywistego wyglądu. No...
Notkę z dnia dzisiejszego dodam osobno, za jakieś kilkanaście minut, jak dobrze pójdzie. 
To do zobaczenia,
Scarlette.