Nie będę się usprawiedliwiać dlaczego nie pisałam, bo po pierwsze, nikt tego nie czyta, a po drugie, stwierdziłam, że to mój blog i piszę, kiedy mam ochotę i warunki. No.
Dzisiaj w szkole było ok, ale tradycyjnie wkurwiła mnie plastyczka. Stwierdziła, że za każdy dzień, kiedy nie będę nosić butów zmiennych dostanę -1 pkt, a butów nie zmieniają też Klaudia, Marlena, Natalia, Marek, Adrian, Dawid, Mateusz i jakieś 65% klasy. No ale pewnie, czemu nie, najlepiej mnie opierdzielić za te wszystkie osoby -.-"
Jak powiedziałam to mamie, to zaczęła wymyślać, że mam 1934362131 par trampek, a mam cztery, z czego trzy zepsułam (?), a jedne się zgubiły w trakcie remontu. No to zaczęłam się drzeć, że wcale tak nie jest, i że to nie ona dostanie milion pięćset tysięcy minusowych punktów, i że to ona będzie za to odpowiedzialna. Skończyło się na tym, że obiecała jechać ze mną jutro po nowe trampki xD Cóż, jeden dzień będę musiała ukrywać się przed Wielką Lady K., ale w sumie, to rok temu robiłam to codziennie przed matematyczką, która na szczęście w tym roku odeszła.
Przed przedostatnią lekcją, zastępczym polskim z polonistką, która nas zwykle nie uczy, Emilia wzięła plecak Wojciechowi (tak, temu samemu, który mnie tak cholernie wkurza), i dała go do damskiej toalety. Dziecinne? Bynajmniej, bo Pana-Co-To-Wie-Wszystko to bardzo ruszyło, więc poleciał po naszego wychowawcę, który jak wiadomo, żelazną ręką żądzi. Nie, nie przyszedł do niej, bo Emilia grzecznie oddała plecak (bo serii licznych próśb i gróźb), ale p. B. obiecał, że policzy się z nią na godzinie wychowawczej, która była po polskim. Emilia całą lekcję trzęsła tyłkiem, i chyba nawet się, haha, rozpłakała xD
Godzinę później przeżyłam wielkie rozczarowanie, bo wychowawca wcale nie krzyczał po Emilii, a nawet poczęstował czekoladkami całą klasę, z Emilem włącznie. W ogóle, miał bardzo dobry humor. To chore.
Ze szkoły odebrała mnie mama bo jechaliśmy do cioci, u której do teraz siedzę. W zasadzie to nie ma co opisywać, bo nic konkretnego się tu nigdy nie dzieje. Ciotka mieszka w bloku, w centrum miasta, więc może to i dziwne, ale tu naprawdę nie ma nic ciekawego do roboty. W sumie, to mogłam iść do Reserveda, ale mi się nie chciało, i o 5 poszłam do Rossmanna. Pół godziny szukałam odżywki do paznokci, aż w końcu wkurzyłam się i zapytałam ekspedientkę. Co się okazało? Że odżywka była tam, gdzie zdążyłam przejść jakieś osiem razy w jej poszukiwaniu. Odżywka nazywa się Eveline 8w1, i mogę ją już polecić, chociaż dzisiaj jest mój pierwszy dzień stosowania. Ja jestem człowiekiem nerwowym, więc paznokcie obgryzam, a później jeb - trzeba dwa miesiące czekać, aż odrosną. Paznokcie normalnie rosną jakiś milimetr na tydzień, a z tą odżywką rosną pół milimetra dziennie conajmniej, dlatego już ją pokochałam.
Przy okazji kupiłam też oczojebnie różowy błyszczyk wspomagający odchudzanie, chociaż moja mania szybko minęła. Stwierdziłam, że na zimę nie ma się co odchudać, za to obsesyjnie zacznę tracić kilogramy w wakacje, przed pójściem do gimnazjum.
O, właśnie. Do listy "rzeczy, których najbardziej żałuję" dołącza podcięcie grzywki, bo tępa fryzjerka przez "długą grzywkę na skos" rozumie "prostą grzywkę zaczesywaną na bok", i wyglądam teraz idiotycznie -.-" obiecałam sobie, że przez następny rok jej nie zetnę, tak samo zresztą jak całych włosów. Aktualnie mam włosy sięgające trochę za talię, ale jeszcze nie do pasa. Tak jakoś pomiędzy. Mi włosy rosną szybko, bo pamiętam, że jeszcze rok temu miałam ledwo do łopatek. Oby tak samo było z grzywką...
3majcie się, Scarlette zwana Cristal ;3